Loading…

Fragmenty

W tym miejscu można zapoznać się z wybranymi fragmentami „Wyprawy po klucz”.

Niedozwolone jest ich kopiowanie i udostępnianie na zewnątrz w jakiejkolwiek formie.


Rozdział drugi
PRZYJACIEL

Któregoś dnia, pod sam koniec lipca babcia powiedziała:
– Pawełku, będę miała jutro ważnego gościa, chciałabym, żebyś wtedy nigdzie nie wychodził, tylko potowarzyszył nam w rozmowie. Myślę, że polubisz mojego przyjaciela.

Paweł był zaskoczony tą prośbą, ale w sumie nie miał nic przeciwko. Następnego dnia, krótko przed wizytą przygotował herbatę i kiedy gość się zjawił, otworzył mu drzwi i zaprowadził do pokoju babci, gdzie razem usiedli przy jej łóżku. Chłopca zdziwiło, że nieznajomy się nie przedstawił, ale o nic nie dopytywał, przyglądał mu się tylko.

Był to dość młody, choć już dojrzały, mężczyzna o ciemnych, kędzierzawych włosach, sięgających nieco poniżej uszu, i zaskakująco jaskrawych, niebieskich oczach. Na sobie miał proste dżinsowe spodnie i białą koszulę z kołnierzykiem.
– Witaj, mój przyjacielu. – Babcia wyciągnęła do gościa rękę. – Cieszę się, że jesteś. Jak widzisz, jest ze mną też mój kochany wnuczek. Myślę, że świetnie się nada do zadania, które mi zleciłeś.

Paweł zamarł ze zdziwienia. Do tej pory babcia nie wspominała o żadnym zadaniu!
– Na pewno się nada. Czy mówiłaś mu już coś o nim? – zapytał nieznajomy.
– Nie. Uznałam, że lepiej mu będzie wszystko wyjaśnić w twojej obecności.
Oboje zwrócili się jednocześnie w stronę Pawła.
– Pawełku, nic ci dotychczas nie mówiłam… Ale… nie poprosiłam cię z mamą o przyjazd tylko po to, abyście pomagali mi tu, na miejscu. Mam o wiele bardziej palącą potrzebę. Niestety twoja mama nie mogła zostać, więc cały ciężar tego zadania spoczywa teraz na twoich barkach. Skoro jednak mój przyjaciel twierdzi, że sobie poradzisz, to z pewnością tak będzie.

Nagle na łóżko babci wskoczył Tygrys i spoglądając w stronę gościa, miauknął wyraźnie:
– Cześć.
– Cześć, Tygrysie – odpowiedział mężczyzna.
Wszystko to stało się tak szybko i w tak naturalny sposób, że Paweł nie miał czasu, żeby poczuć się zdziwionym. Nawet nie wiedział, co było dziwniejsze – czy jakieś szczególne zadanie, które chcą mu zlecić babcia wraz z nieznajomym, czy też to, że zwierzę przemówiło ludzkim głosem, a na dodatek nikt poza nim wcale nie wyglądał na zaskoczonego tym faktem.

Tymczasem kot usadowił się wygodnie na kolanach babci i spojrzał na Pawła. Teraz chłopca śledziły trzy pary oczu.
– No co się tak gapisz? – ponownie przemówił Tygrys. – Wyglądasz jakbyś połknął nieświeżą mysz.
– Ty… mówisz – zauważył zdezorientowany Paweł.
– No pewnie, że mówię. Zawsze mówiłem. Tylko Ty nie zawsze rozumiałeś.
– A dlaczego niby teraz rozumiem? – zdziwił się Paweł.
– Bo teraz znasz już Przyjaciela – odpowiedział spokojnie kot.
– Właściwie chyba się jeszcze nie zapoznaliśmy – wtrącił Przyjaciel. – Czy mogę zostać twoim Przyjacielem? – zapytał, wyciągając dłoń w stronę chłopca.

Paweł spojrzał nieufnie na mężczyznę. Nie dość, że wcale się nie przedstawił, to jeszcze zlecał Pawłowi jakieś dziwne zadanie (o którym nadal nic nie było wiadomo) i powodował, że Tygrys mówił ludzkim głosem. Jednak najbardziej przed ujęciem wyciągniętej dłoni rzekomego Przyjaciela powstrzymywało Pawła wspomnienie zdrady Piotrka. Czuł się tak zraniony przez byłego przyjaciela, że serce nie pozwalało mu zbyt pochopnie zaufać jakiemuś nieznajomemu. Jak to, on ma być teraz jego nowym przyjacielem? – bił się z myślami. Tymczasem wpatrzone w niego oczy stawały się coraz bardziej intrygujące i dziwnie niebieskie. Było w nich coś, co zachęcało chłopca, żeby polubić nieznajomego.
– Nie wiem… – powiedział cicho Paweł. – Ktoś, kogo nazywamy przyjacielem, czasem okazuje się wcale nim nie być…– dodał z wahaniem.
Przyjaciel nie cofnął jednak dłoni i zaczął mówić spokojnym głosem:
– Wiem, że Piotrek cię zranił. Ale kiedy mnie poznasz, zrozumiesz, że wcale tego nie chciał.
Chłopiec wstrzymał oddech. Przyjaciel znał Piotrka! O, zgrozo! A może wiedział też, że tydzień przed kłótnią z Piotrkiem to on śmiał się z żartów, które z Piotrka robili sobie tamci chłopcy! Paweł poczuł się nieswojo i naprawdę nieprzyjemnie.
– Chciałbym być twoim Przyjacielem. Obiecuję, że nigdy cię nie zawiodę – powiedział nieznajomy.
Jego dłoń była wciąż wyciągnięta, a oczy błyszczały w tak radosny sposób, że Paweł niemal mimowolnie wyciągnął swoją rękę. Kiedy dotknął dłoni Przyjaciela, wszystkie jego wątpliwości naraz gdzieś uleciały i poczuł, że sam też się uśmiecha.

(…)

Paweł poczuł się zirytowany taką ilością niewiadomych. Chciał wreszcie wiedzieć, o co im wszystkim chodzi. Zanim jednak złość zebrała się w nim na dobre, Przyjaciel wyjaśnił dokładniej:
– Babcia, jak słyszałeś, potrzebuje klucza do Krzywego Świata. Nie wiadomo dokładnie, gdzie on jest. Żeby go znaleźć, trzeba po prostu wyruszyć w podróż. Nie będziesz jednak sam. Twoim przewodnikiem zostanie Podróżnik, który mieszka tu niedaleko. Towarzyszyć ci będzie Królik, Elf (skąd Przyjaciel wiedział, że tak właśnie w duszy Paweł wciąż nazywał tą milczącą istotę siedzącą na półce z książkami?) oraz Mała Lula…
Naraz rozległo się głośne i oburzone:
– Miauuuuuu. Chyba o kimś zapomniałeś…
To był oczywiście Tygrys, który cały czas uważnie śledził a to Elfa, a to Królika. Tym razem jednak z niezadowoleniem spojrzał na Przyjaciela.
– Oczywiście, Tygrysie, jeśli chcesz, też możesz towarzyszyć Rycerzowi – uspokoił kota Przyjaciel.
– A kim jest Mała Lula? – spytał Paweł. Nie czuł się już tak zirytowany ilością tajemnic.
Wreszcie jego zadanie zaczęło przybierać konkretną formę i brzmiało ciekawie.
– Lula jest małą dziewczynką, która mieszka w Słoneczku – wyjaśniła babcia. – Bardzo lubi Przyjaciela, a on obiecał jej, że będzie mogła wraz z nim wyruszyć w daleką podróż.
– A więc ty też będziesz z nami? – zapytał Paweł, zwracając się w stronę gościa. Zdawało mu się, że jeżeli Przyjaciel będzie z nimi, to wyprawa z pewnością nie okaże się trudna.
– Będę obok was, jeśli będziecie mnie potrzebowali, ale nie zawsze będziecie o tym wiedzieć. Pamiętaj jednak, że w niebezpieczeństwie zawsze możecie wezwać lwa Arie.

Paweł poczuł się zarazem zawiedziony i zaintrygowany odpowiedzią Przyjaciela. Zawiedziony, bo w głębi serca bardzo chciał, żeby to właśnie Przyjaciel był z nimi, a zaintrygowany, ponieważ wizja pojawienia się nieznanego dotychczas Arie brzmiała fascynująco.
– A kim jest Arie? – badał dalej Paweł.
– Poznasz go dopiero, kiedy się spotkacie. Nie da się opowiedzieć, kim jest Arie – odrzekł
Przyjaciel.
– Denerwują mnie tylko te wasze imiona. Przecież na świecie pełno jest lwów. Tak samo jest chyba całkiem sporo ludzi, którzy są odważni jak lwy i można by tak ich nazywać. Skąd będę wiedzieć, kim jest ten akurat Arie?
– W Krzywym Świecie każdy ma swoje własne imię i nikt inny nie mógłby mieć takiego imienia. Jak spotkasz Arie, będziesz wiedział, że to właśnie ten Arie – wyjaśnił tajemniczo Przyjaciel.
– Ale my przecież nie jesteśmy w Krzywym Świecie. To jest zupełnie zwykły świat. My dopiero mamy znaleźć klucz do Krzywego Świata – całkiem przytomnie zaprotestował Paweł.
– Czy ty naprawdę wierzysz jeszcze, że to jest zwykły świat? – nagle odezwał się Królik.
– Myślę, że czas najwyższy już ruszać – Przyjaciel skończył dyskusję i dodał: – Podróżnik czeka. Zaprowadzę was do jego domu.
– Chwileczkę, – przerwał Paweł – skoro mamy gdzieś wyruszać, to chyba muszę się wpierw spakować – wtrącił jeszcze, żegnając się pośpiesznie z babcią.
– Tylko szybko.

Nie zastanawiając się długo, chłopiec pobiegł do pokoju i wrzucił szybko do torby wszystko co zabrał z Warszawy. Przez moment zastanawiał się nad zabraniem książki, którą niedawno kupił, ale ostatecznie stwierdził, że może jednak będzie miał trochę czasu na czytanie.


Rozdział dwudziesty drugi
POWIETRZNE SPOTKANIE

Nikt z nich nie miał już wątpliwości, że wprost nad nimi, wysoko w przestworzach, leciała olbrzymia bestia. Kwestią czasu było, kiedy obniży lot, by zaatakować. Niestety, góry nie zbliżały się nawet o milimetr, a im coraz ciężej było biec naprzód po śliskich od krwi skałach.

Cień powiększył się. Smok pikował na nich. Rycerz stanął i wyciągnął w górę miecz, który chwilę wcześniej wydobył spod warstw ubrania. Przez chwilę widział postać Elfa, o którym dawno już zapomniał. I kiedy mentalnie szykował się do bitwy z potworem, poczuł, jak ktoś go mocno łapie za prawe przedramię i odciąga w bok jego broń.
– Głupcze! Chcesz mierzyć się ze Smokiem?!
– A co mam robić? Atakuje nas! – odpowiedział z wściekłością.
– Jest czas, aby walczyć, i czas, aby się chronić. Teraz musimy uciekać – odparł z zadziwiającym spokojem Podróżnik, podczas gdy Smok chwilowo jakby zwolnił swój lot.
– A gdzie chcesz uciekać? Tu nic nie ma! Jesteśmy skazani na walkę.
– Och, jak ty wciąż niewiele rozumiesz. Brniesz do przodu jak ślepy, a ten szalony Przyjaciel wciąż się upiera, by zrobić z ciebie Rycerza. – Ostatnie słowa Podróżnik wyrzekł z niemal sympatyczną ironią. – Wezwałem Arie.

Nim sens ostatnich słów kapitana dotarł w pełni do zaciętego w swym myśleniu Pawła, spojrzeli w dół pod nogi i ujrzeli, jak rzeka krwi nieomal na ich oczach przemienia się w kwietny dywan. W tym samym momencie w powietrzu rozległ się ogłuszający ryk. Oto nadchodził ten, który miał ich wybawić. Z łopotem potężnych białych skrzydeł pojawił się przed nimi gigantyczny orzeł. Rycerzowi wydawał się teraz o wiele większy niż poprzednio. Smok krążył wściekle nad nimi, podczas gdy wdrapywali się na grzbiet Arie. Zmieścili się wszyscy, włącznie z Tygrysem. Wzbili się wysoko w powietrze. Przez chwilę zrównali się z zastygłą niemal w bezruchu bestią i mogli przyjrzeć się jej z bliska. Potworny pysk Smoka wykrzywiony był w przeraźliwym grymasie. Jego żółte ślepia były teraz puste i martwe, a z paszczy nie wydobywał się wcale ogień, tylko niemal żałosny dymek. Wciąż pełen lęku, Rycerz spojrzał w otchłań jego lustrzanych skrzydeł. Tam, w głębi, zamiast zdeformowanego odbicia całej otaczającej ich rzeczywistości dostrzegł ogień. W jednej chwili, gdy Arie odwrócił się w stronę potwora i przez moment na niego spojrzał, wydawało się, że Smok spali się w tej pożodze. Wyglądał teraz wyjątkowo okropnie, jak nieprawdopodobnie wielka, obrzydliwa mucha, spalająca się od środka. Nie było w nim nic z owej grozy, którą Rycerz pamiętał z ich pierwszej konfrontacji. Arie szybko odwrócił spojrzenie, jakby widok ten zupełnie go nie interesował i z głośnym łopotem swoich rozłożystych skrzydeł ruszył w stronę gór.

(…)


Rozdział dwudziesty trzeci
W GÓRACH

Nikt nie obejrzał się do tyłu, by sprawdzić czy Smok podąża za nimi. Czy miało to w ogóle jakieś znaczenie?
– To jeszcze nie koniec – szepnął nagle Elf, który swymi złotymi paluszkami uczepił się kurtki Rycerza.
Arie przyspieszył i wkrótce przemierzał przestworza w zawrotnym tempie. Świst powietrza w uszach był ogłuszający. Góry rosły w oczach i już po chwili widzieli wyraźnie wielkie połacie śniegu na szczytach. Coraz wyżej i wyżej wzlatywał ich potężny wybawiciel, ku zlodowaciałym wierzchołkom. Paweł poczuł jak przeszywa go coraz chłodniejsze powietrze, aż zrobiło mu się bardzo zimno. Na niebie zbierały się ciemne chmury, których rano w ogóle nie było.

Zanim się obejrzeli, zrobiło się naprawdę całkiem ciemno. I oto znaleźli się w obszarze gór. Lecieli wysoko. Po pewnym czasie Arie obniżył lot i zapuścił się pomiędzy strome szczyty. Paweł niemal z niedowierzaniem zauważył, że zaczyna padać lekki śnieg. Czyżby wszystko sprzysięgło się przeciwko nim? Wzbierała śnieżna wichura. Mróz kąsał ich twarze, a usta zastygały im z bólu w przeszywającym wietrze.

Nagle Rycerz dostrzegł coś, co przypominało światełka na wierzchołku, który właśnie mijali. Spojrzał zaskoczony, że na takich wysokościach mogą znajdować się ludzie i zamarł ze zgrozy. Elf miał rację. Chociaż Smok nie podjął walki z Arie, nie chciał tak łatwo odpuścić i śledził ich teraz iskrzącymi, żółtymi ślepiami z samego szczytu góry.
(…)